Topienie Marzanny – starożytny słowiański rytuał, który przetrwał w Wielkopolsce od XV wieku
Co roku, gdy kalendarzowa wiosna budzi się do życia, w wielu polskich wsiach i miastach powtarza się jeden z najstarszych obrzędów słowiańskich – topienie Marzanny. Słomiana kukła ubrana w kobiece szaty, obnoszona w barwnym korowodzie, a potem wrzucana do rzeki lub stawu, symbolizuje ostateczne pożegnanie zimy, chorób i śmierci. Ten pradawny zwyczaj, zakorzeniony w pogańskiej mitologii, jest wciąż żywy, a jego ślady w Wielkopolsce sięgają co najmniej XV wieku.
Marzanna (zwana też Marzaną, Moraną lub Śmiertką) to słowiańska bogini zimy, śmierci i odrodzenia. Jej imię wywodzi się od praindoeuropejskiego rdzenia mar-/mor-, oznaczającego śmierć. W dawnych wierzeniach Słowian uosabiała wszystko, co złe w okresie zimowym: mróz, choroby, nieurodzaj. Rytualne zniszczenie jej kukły – poprzez topienie, a czasem palenie – miało moc magiczną: "zabijało" zimę i otwierało drogę wiosnie oraz Jaryle, bogowi odrodzenia i płodności. Obrzęd łączył się z magią sympatyczną – niszcząc symbol zimy, ludzie zapewniali sobie urodzaj, zdrowie i pomyślność w nowym roku.
Pierwsze wiarygodne wzmianki o zwyczaju pochodzą już z XV wieku. Jan Długosz w "Historii Polonica" opisuje Marzannę jako polską boginię rolnictwa, utożsamianą z rzymską Cererą. Kronikarz, który wychował się w Małopolsce, znał obrzęd z autopsji i wspomina o topieniu kukły w niedzielę Laetare – czwartą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną też Białą lub Śmiertną. Długosz traktował go jako relikt pogaństwa, choć sam obrzęd musiał być już wtedy bardzo stary.
Jeszcze wyraźniejsze ślady tradycji znajdujemy właśnie w Wielkopolsce. W 1582 roku Maciej Stryjkowski w swojej "Kronice polskiej, litewskiej, żmudzkiej i wszystkiej Rusi" napisał wprost: "w Wielkiej Polszcze i na Szląsku… dzieci w niedzielę Śrzódpostną, uczyniwszy sobie bałwana na kształt Ziewoniej albo Marzanny… wetknąwszy na kij długi noszą żałośnie śpiewając, albo na wózku wożąc. Potem w kałużę albo w rzekę z mostu wrzucają". To jeden z najstarszych i najdokładniejszych opisów obrzędu na ziemiach wielkopolskich.
Kościeł od samego początku walczył z tym "zabobonem". Już w 1420 roku Synod Poznański – obradujący w stolicy Wielkopolski – wydał surowy zakaz: "Nie dozwalajcie, aby w niedzielę, która zwie się Biała, Laetare odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakowejś postaci, którą śmiercią zowią i w kałuży topią…". Biskup Andrzej Łaskarz nakazywał księżom tępienie praktyki wśród ludu. Podobne zakazy pojawiały się wcześniej w Czechach, ale w Wielkopolsce tradycja okazała się wyjątkowo odporna.
Przez wieki obrzęd ewoluował. Z poważnego rytuału dorosłych stał się przede wszystkim zabawą dzieci i młodzieży. Dawniej kukłę obnoszono po domach, śpiewano żałobne pieśni, czasem podpalano i dopiero wtedy topiono. Po jej zniszczeniu wnoszono do wsi "gaik" lub "goika" – zieloną gałąź ozdobioną wstążkami, jajkami i kwiatami, symbolizującą triumf wiosny. W XIX wieku zwyczaj był już głównie dziecięcą rozrywką, a jego magiczne znaczenie stopniowo zanikało. Najdłużej tradycyjną formę zachowano właśnie na Śląsku, w Wielkopolsce i na Podhalu.
W Wielkopolsce obrzęd nigdy nie zniknął całkowicie. Choć w czasach zaborów i powojennych zmianach społecznych osłabł, przetrwał w folklorze i pamięci lokalnych społeczności. Dziś, w XXI wieku, wraca z nową siłą – szczególnie w muzeach i parkach etnograficznych regionu, gdzie rekonstruuje się dawne rytuały z pełną wiernością historyczną.
Topienie Marzanny to nie tylko zabawa. To żywy most łączący nas z przedchrześcijańską przeszłością Słowian. W Wielkopolsce, gdzie już w XV wieku kronikarze i synody kościelne odnotowywały ten obyczaj, ma szczególny wymiar – przypomina, że nasza ziemia od stuleci wita wiosnę w ten sam radosny, kolorowy i nieco magiczny sposób. Gdy więc w marcu zobaczymy słomianą kukłę płynącą Wełną lub Wartą, pamiętajmy: to nie tylko zabawa. To echo czasów, gdy nasi przodkowie naprawdę wierzyli, że topiąc zimę, przyzywają życie.