PostaciePierwszy strzał. Pierwsza krew. Człowiek, od którego wszystko się zaczęło

Pierwszy strzał. Pierwsza krew. Człowiek, od którego wszystko się zaczęło

Miał zaledwie 25 lat. Nie był dowódcą, politykiem ani znanym działaczem. Był jednym z tysięcy poznaniaków, którzy w grudniowy dzień 1918 roku wyszli na ulice miasta, by zamanifestować radość i nadzieję. Gdy padł pierwszy strzał, nikt nie przypuszczał, że właśnie w tej chwili zaczyna się jedno z nielicznych polskich powstań zakończonych pełnym zwycięstwem. Franciszek Ratajczak zapisał się w historii jako pierwsza ofiara Powstania Wielkopolskiego – człowiek, od którego wszystko się zaczęło.

Ratajczak
Ratajczak
Źródło zdjęć: © historiapoznania.pl

27 grudnia 1918 roku Poznań żył wydarzeniem, które miało przede wszystkim wymiar symboliczny i patriotyczny. Do miasta przyjechał Ignacy Jan Paderewski – światowej sławy pianista, a jednocześnie jeden z najważniejszych ambasadorów polskiej sprawy na arenie międzynarodowej. Jego obecność była dla mieszkańców Wielkopolski potwierdzeniem, że odrodzona Polska staje się faktem. Tłumy gromadziły się na ulicach, wznoszono okrzyki, śpiewano pieśni, wywieszano biało-czerwone flagi. Atmosfera była pełna entuzjazmu, ale nikt nie planował walki.

Franciszek Ratajczak był jednym z uczestników tej spontanicznej manifestacji. Jak wielu innych, wyszedł na ulice, by zobaczyć Paderewskiego, poczuć wspólnotę i radość po latach zaborów. Jednak napięcie w mieście było ogromne. Poznań wciąż formalnie znajdował się pod niemiecką administracją, a obecność polskich symboli i patriotycznych zgromadzeń budziła sprzeciw niemieckich oddziałów wojskowych.

Około godziny 16.40 w rejonie dzisiejszej ulicy Święty Marcin sytuacja gwałtownie się zaostrzyła. Niemieckie wojsko otworzyło ogień do zgromadzonych Polaków. Wśród pierwszych trafionych znalazł się Franciszek Ratajczak. Śmiertelna kula przesądziła o jego losie – młody poznaniak zmarł wkrótce po odniesieniu ran. W jednej chwili radosna manifestacja przerodziła się w dramat, który zmienił bieg historii regionu.

Śmierć Ratajczaka była momentem granicznym. Wieść o pierwszej ofierze szybko obiegła miasto i wywołała falę oburzenia, gniewu i determinacji. Od tej chwili nie było już odwrotu. Polacy zaczęli się zbroić, przejmować strategiczne punkty, organizować oddziały. Spontaniczny wybuch emocji w ciągu godzin przekształcił się w zorganizowany zryw zbrojny.

To właśnie dlatego godzina 16.40 stała się symbolicznym momentem wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Nie dlatego, że padł rozkaz czy ogłoszono plan operacyjny, lecz dlatego, że przelana krew sprawiła, iż pokojowe demonstracje ustąpiły miejsca walce o realną wolność. Śmierć Franciszka Ratajczaka stała się iskrą, która zapaliła cały region.

W kolejnych tygodniach powstańcy wielkopolscy odnieśli sukces, jakiego nie udało się osiągnąć większości polskich zrywów niepodległościowych. Dzięki determinacji, doskonałej organizacji i poparciu społecznemu Powstanie Wielkopolskie zakończyło się zwycięstwem, a jego rezultaty zostały uznane na arenie międzynarodowej. Wielkopolska wróciła do odrodzonej Rzeczypospolitej.

Dziś nazwisko Franciszka Ratajczaka nie zawsze pojawia się na pierwszych stronach podręczników historii. A jednak to on, zwykły młody mieszkaniec Poznania, stał się pierwszą ofiarą zwycięskiego powstania. Jego śmierć przypomina, że wielkie wydarzenia historyczne często zaczynają się od losu pojedynczego człowieka – i że bez tej jednej chwili, jednego strzału i jednej ofiary historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.

Wybrane dla Ciebie