Dwie osoby zginęły w samym sercu Poznania. Tragiczna historia sprzed 114 lat

Dziś trudno wyobrazić sobie tramwaj pędzący ulicą Paderewskiego wprost na Stary Rynek. Ponad sto lat temu taki widok był jednak częścią codzienności Poznaniaków. 3 listopada 1912 roku jeden z wagonów nie dotarł do celu. Awaria hamulców doprowadziła do wydarzeń, które zakończyły się śmiercią dwóch osób i obrażeniami kilku kolejnych. W 2026 roku mija 114 lat od jednej z najtragiczniejszych katastrof w dziejach poznańskich tramwajów.

fot. zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniufot. zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Była niedziela, przedpołudnie. Na Starym Rynku spacerowali mieszkańcy, a w sklepach i kamienicach toczyło się zwyczajne życie. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę od strony ulicy Nowej, czyli dzisiejszej Paderewskiego, nadjedzie rozpędzony wagon, nad którym nie będzie można zapanować.

Tramwaj zjeżdżał w stronę rynku coraz szybciej. Gdy dotarł do zakrętu, wypadł z szyn, lecz zamiast się zatrzymać, potoczył się po bruku w kierunku zabudowań.

Jego tor jazdy prowadził pomiędzy kamienicą należącą do Pfitznera a pomnikiem św. Jana Nepomucena. Ostatecznie wagon uderzył w dom Czepczyńskiego, gdzie mieścił się sklep z odzieżą męską Jana Łuczaka i Spółki.

Z ogromną siłą rozbił dwie witryny wystawowe i uszkodził narożnik budynku. Na jego drodze znaleźli się jednak również ludzie, którzy nie zdążyli uciec.

O wydarzeniu pisał później "Dziennik Poznański", odtwarzając przebieg katastrofy na podstawie relacji świadków. Gazeta opisywała zarówno niekontrolowaną jazdę wagonu po rynku, jak i zniszczenia powstałe po uderzeniu w sklep.

"Wóz dojechał do Starego Rynku, przy skręcie wypadł z szyn i popędził gwałtownie po bruku pomiędzy domem pana Pfitznera a pomnikiem św. Jana Nepomucena do domu p. Czepczyńskiego, uderzając z taką siłą w okna wystawowe magazynu garderoby męskiej pana Jana Łuczaka i spółki, że obydwa okna zostały rozbite, a narożnik znacznie uszkodzony. W tej ostatniej chwili znajdujące się tam osoby nie zdołały się usunąć i doznały większych lub mniejszych obrażeń"

Jak doszło do tego, że tramwaj znalazł się na Starym Rynku bez możliwości zatrzymania?

Początek historii miał miejsce znacznie wcześniej, podczas kursu tramwaju linii numer 1. Skład wyruszył z okolic dworca kolejowego w kierunku ulicy Szerokiej, dzisiejszej Wielkiej. Jego trasa prowadziła przez śródmieście i Stary Rynek.

Już w pierwszej części podróży pojawiły się problemy techniczne. Hamulce nie działały prawidłowo, dlatego na Kaponierze podjęto decyzję o odłączeniu jednego z wagonów i skierowaniu go do zajezdni przy ulicy Głogowskiej.

Pozostała część składu ruszyła dalej. Wkrótce okazało się, że zagrożenie nie minęło.

Tramwaj zaczął niekontrolowanie przemieszczać się w dół ulicy Święty Marcin. Następnie wjechał w ulicę Wiktorii, obecnie Gwarną. Podczas skrętu w Berlinerstrasse, czyli dzisiejszą 27 Grudnia, wagon się wykoleił.

Po przywróceniu go na tory zamierzano usunąć go z trasy. Próba nie zakończyła się jednak powodzeniem. Pojazd ponownie ruszył, a niesprawny układ hamulcowy uniemożliwiał jego zatrzymanie.

Wagon przemieszczał się w stronę Bazaru, po czym skręcił w ulicę Nową. Nachylenie drogi sprawiło, że nabrał jeszcze większej prędkości.

Na jego drodze znajdował się Stary Rynek.

Konduktor Antoni Binder zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Krzykiem ostrzegał przechodniów, próbując nakłonić ich do zejścia z toru jazdy rozpędzonego tramwaju.

W okolicach skrętu w ulicę Nową wyskoczył z pojazdu. Upadek był na tyle niefortunny, że złamał rękę i nogę.

Wagon bez zatrzymania pojechał dalej.

Bilans wypadku okazał się tragiczny. Zginęły dwie osoby: wdowa Maria Nowak z domu Baranowska oraz 15-letnia córka Wojciecha Barczewskiego.

Wśród rannych znalazły się Maryanna Baranowska, żona robotnika z Komornik, Ignacy Szubert, szachmistrz, Marta Lobe, pracująca jako służąca oraz konduktor Antoni Binder.

Wydarzenia z listopada 1912 roku rozegrały się w okresie, gdy poznańska komunikacja miejska przechodziła stosunkowo niedawno zakończoną zmianę technologiczną.

Pierwsze tramwaje pojawiły się w mieście w 1880 roku. Były to wagony ciągnięte przez konie, poruszające się znacznie wolniej niż późniejsze pojazdy elektryczne.

W 1898 roku rozpoczął się nowy rozdział w historii poznańskiego transportu. Tramwaje elektryczne pozwalały na sprawniejsze przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi częściami miasta. Ich większa prędkość oznaczała jednak także poważniejsze konsekwencje ewentualnych awarii.

Katastrofa na Starym Rynku była jednym z najbardziej dramatycznych przykładów takiego zagrożenia.

Nie spowodowała jednak likwidacji tramwajów w tej części Poznania. Wagony nadal przejeżdżały przez starorynkową płytę, mijając historyczne kamienice i pomniki.

Dopiero w 1955 roku zakończono kursowanie tramwajów przez Stary Rynek. Decyzję uzasadniano między innymi potrzebą ochrony zabytkowej zabudowy.

W następnych latach stopniowo usuwano również pozostałe torowiska z okolicy. W latach 60. zniknęły szyny z ulic Wodnej i Woźnej, natomiast na początku lat 90. z ulicy Paderewskiego.

Współczesny Stary Rynek wygląda zupełnie inaczej niż ten, który mieszkańcy znali w 1912 roku. Nie przejeżdżają po nim tramwaje, a dawne trasy komunikacyjne można odtwarzać przede wszystkim na podstawie archiwalnych fotografii, planów miasta i prasowych relacji.

Jedna z tych relacji przypomina o niedzieli, kiedy niesprawny wagon przemierzył centrum Poznania, dwukrotnie wypadł z torów i zakończył jazdę w sklepowej witrynie.

Dla ówczesnych Poznaniaków nie była to jedynie historia awarii tramwaju, lecz tragedia, która rozegrała się w samym sercu miasta.

Wybrane dla Ciebie